Wczoraj pisząc o konsekwencjach jakie Rosja ponosi i poniesie zapomniałem o jednej i to bardzo ważnej
O pogarszającej się sytuacji inwestorów zagranicznych w Rosji było głośno na długo przed konfliktem w Osetii, za sprawą kilku afer. Zamierzałem o nich napisać, ale nagle tematem numer jeden stał się Kaukaz.
Ostatnio Putin oskarżył stalowego giganta firmę Mechel o unikanie podatków oraz sprzedaż produktów po zaniżonych cenach zagranicą, co przyczyniło się do wzrostu inflacji. Sam Miedwiediew był nieco zaskoczony i próbował uspokajającymi oświadczeniami ratować sytuację. Niestety, akcje Mechel zanurkowały, a w raz z nimi cały rynek. Rozpoczęta tym lawina doprowadziła do tego, że rosyjska giełda, trzymająca się do tej pory całkiem nieźle, szybko nadrobiła stratę do reszty światowych giełd, jeśli chodzi o spadek indeksów.
Rosyjscy biznesmeni próbowali wyjaśnić co sprowokowało Putina. W przeciwieństwie do Chodorkowskiego, który nadal siedzi w więzieniu, prezes Mechel był związany z Kremlem i unikał publiki. Ich wniosek jest taki, że sprawa Jukosu nie była wyjątkiem i może przytrafić się każdemu. Jakie są lekcje z całego zajścia? Takie, że scheda po Jukosie jest silna, instytucje są słabe, a kaprysy Putina są ważniejsze od prawa. Poza tym to pokazuje, że on wcale nie troszczy się o klimat dla inwestycji i nikt, nawet prezydent nie ma nad nim kontroli. - tak napisał The Economist w swoim artykule o biznesie w Rosji.
To wyjaśnia dosyć ostre potraktowanie w Rosji TNK-BP(spółka BP, typu joint venture). Szef BP, po tym jak zarządzający TNK-BP Robert Dudley musiał opuścić Rosję, gdyż wraz z upływem terminu wizy, "skończył się jego kontrakt", poradził firmom chcącym robić interesy w Rosji, aby postępowały bardzo ostrożnie.
Kreml jak do tej pory był bardzo pewny siebie, jeśli chodzi o zagraniczne inwestycje. Dowodem na to jest między innymi spis 42 strategicznych sektorów, w który oprócz wszystkich surowcowych, wchodzi nawet rybołówstwo i media. Dzięki temu rząd może dowolnie regulować napływ zagranicznego kapitału i decydować, który inwestor jest równiejszy. Kreml miał podstawy by czuć się pewnie, ropa drożała, napływała gotówka, świat szybko się rozwijał.
Rezultat jest taki, że w pierwszym kwartale tego roku napływ bezpośrednich inwestycji zmalał o 30%, w stosunku do tego samego kwartału ubiegłego roku. Ich brak, np., w sektorze naftowym sprawił, że wydobycie ropy nie zwiększa się.
Wydaje mi się, że nacjonalna polityka gospodarcza Kremla zamiast bronić interesów, wręcz odwrotnie - wstrzymuje rozwój Rosji. Wzrost zwolnił, inflacja jest dwucyfrowa, import wzrósł czterokrotnie. Do tego dochodzi spadek cen ropy. Inwestycje mogą być Rosji wnet bardzo potrzebne. Niestety czarę może przelać to co zaszło w Gruzji, izolacja to ostatnie czego potrzebuje rosyjska gospodarka, a inwestorzy i tak teraz bardzo przeczuleni na ryzyko, będą pewnie jeszcze bardziej ostrożni i pomyślą kilka razy zanim włożą pieniądze w Rosji.
O pogarszającej się sytuacji inwestorów zagranicznych w Rosji było głośno na długo przed konfliktem w Osetii, za sprawą kilku afer. Zamierzałem o nich napisać, ale nagle tematem numer jeden stał się Kaukaz.
Ostatnio Putin oskarżył stalowego giganta firmę Mechel o unikanie podatków oraz sprzedaż produktów po zaniżonych cenach zagranicą, co przyczyniło się do wzrostu inflacji. Sam Miedwiediew był nieco zaskoczony i próbował uspokajającymi oświadczeniami ratować sytuację. Niestety, akcje Mechel zanurkowały, a w raz z nimi cały rynek. Rozpoczęta tym lawina doprowadziła do tego, że rosyjska giełda, trzymająca się do tej pory całkiem nieźle, szybko nadrobiła stratę do reszty światowych giełd, jeśli chodzi o spadek indeksów.
Rosyjscy biznesmeni próbowali wyjaśnić co sprowokowało Putina. W przeciwieństwie do Chodorkowskiego, który nadal siedzi w więzieniu, prezes Mechel był związany z Kremlem i unikał publiki. Ich wniosek jest taki, że sprawa Jukosu nie była wyjątkiem i może przytrafić się każdemu. Jakie są lekcje z całego zajścia? Takie, że scheda po Jukosie jest silna, instytucje są słabe, a kaprysy Putina są ważniejsze od prawa. Poza tym to pokazuje, że on wcale nie troszczy się o klimat dla inwestycji i nikt, nawet prezydent nie ma nad nim kontroli. - tak napisał The Economist w swoim artykule o biznesie w Rosji.
To wyjaśnia dosyć ostre potraktowanie w Rosji TNK-BP(spółka BP, typu joint venture). Szef BP, po tym jak zarządzający TNK-BP Robert Dudley musiał opuścić Rosję, gdyż wraz z upływem terminu wizy, "skończył się jego kontrakt", poradził firmom chcącym robić interesy w Rosji, aby postępowały bardzo ostrożnie.
Kreml jak do tej pory był bardzo pewny siebie, jeśli chodzi o zagraniczne inwestycje. Dowodem na to jest między innymi spis 42 strategicznych sektorów, w który oprócz wszystkich surowcowych, wchodzi nawet rybołówstwo i media. Dzięki temu rząd może dowolnie regulować napływ zagranicznego kapitału i decydować, który inwestor jest równiejszy. Kreml miał podstawy by czuć się pewnie, ropa drożała, napływała gotówka, świat szybko się rozwijał.
Rezultat jest taki, że w pierwszym kwartale tego roku napływ bezpośrednich inwestycji zmalał o 30%, w stosunku do tego samego kwartału ubiegłego roku. Ich brak, np., w sektorze naftowym sprawił, że wydobycie ropy nie zwiększa się.
Wydaje mi się, że nacjonalna polityka gospodarcza Kremla zamiast bronić interesów, wręcz odwrotnie - wstrzymuje rozwój Rosji. Wzrost zwolnił, inflacja jest dwucyfrowa, import wzrósł czterokrotnie. Do tego dochodzi spadek cen ropy. Inwestycje mogą być Rosji wnet bardzo potrzebne. Niestety czarę może przelać to co zaszło w Gruzji, izolacja to ostatnie czego potrzebuje rosyjska gospodarka, a inwestorzy i tak teraz bardzo przeczuleni na ryzyko, będą pewnie jeszcze bardziej ostrożni i pomyślą kilka razy zanim włożą pieniądze w Rosji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz