Czyżbym wykrakał wojnę? Niestety, ale na Kaukazie rozpoczął się bardzo poważny konflikt zbrojny i na razie trudno określić akie będzie jego rozwiązanie. Mam nadzieję, że zakończy się jak najszybciej, bo w takich momentach najbardziej cierpią niewinni cywile.
Nie miałem dostępu do Polskich mediów, oprócz kilku artykułów, ale mogę się założyć, że obraz w nich nakreślony jest mniej lub bardziej krytyczny dla Rosjan. Wywnioskowałem tak, po zobaczeniu jednego z tytułów: "Rosja zaatakowała Gruzję". Przyznam się, że byłem nieco zaskoczony, wiedziałem, o wielu punktach zapalnych na linii Moskwa- Tbilisi, ale nie spodziewałbym się zbrojnego ataku Rosji. Dopiero kolejne relacje rozwiały niektóre z wątpliwości i po głębszym zastanowieniu uświadomiłem sobie, że konflikt nie jest wcale czarno-biały.
Rosja zgodnie z porozumieniem, kończącym regularne walki między Gruzją i Osetią zawartym między Borysem Jelcynem i Edwardem Szewarnadze, miała pomóc w utrzymaniu pokoju. Na terenie Osetii stacjonować miały trzy oddziały sił pokojowych, po jednym z Gruzji, Rosji i Osetii.
Pierwsze co mnie nieco zdziwiło, to sposób w jaki Prezydent Gruzji Saakaszwili zabrał się do podporządkowywania sobie separatystów. Mianowicie wjechał do Osetii i zaczął ostrzeliwać stolicę tej republiki w wyniku czego na starcie zginęło 400 cywili i 15 żołnierzy sił pokojowych. Rosja według zawartej umowy miała być jedną z sił pokojowych, utrzymujących stabilizację między Gruzją a Osetią. Jeżeli wybuchł konflikt między nimi, wydawać się może normalnym, że zwiększyli zaangażowanie wojsk, aby przeciwdziałać rozpoczęciu istnej wojny domowej. Jedyne "ale", to czy czasami nie przesadzili z tym zaangażowaniem.
Zastanawiać się nad tym wszystkim zacząłem dopiero po obejrzeniu wywiadu, którego udzielił Prezydent Gruzji w CNN, z samego rana po wjeździe Rosjan. Za nic nie przekonał mnie, że Gruzja została padła ofiarą, a wypowiedzi typu: "kochamy Amerykę, kochamy wolność", "to już nie jest kwestia Gruzji, to jest kwestia Ameryki", "zawsze myślałem, że Ameryka wspiera małe kraje walczące o wolność" jeszcze bardziej wydały mi się podejrzane. Oczywiście nie było dla mnie tajemnicą, że USA wspiera Gruzję, zresztą wielu oskarża Saakaszwilego o to że wybory, w których został wybrany były sfałszowane z pomocą Ameryki. Gruzińscy oficerowie jeżdżą na szkolenia w USA, na miejscu jest około setki wysłanników USA, którzy szkolą armię. A co najciekawsze, Gruzja jest drugim państwem na świecie wydającym najwięcej na zbrojenia, zaraz po totalitarnej Korei Północnej, imponujące 16% PKB. Cyniczną przy jego wywiadzie jest determinacja z jaką ostrzeliwał Cchinwali i walczył z separatystami a potem z Rosjanami na terenie Osetii.
Oczywiście nie będę zwalał całej winy na Gruzję i oczyszczał Rosjan, oni na pewno dolali sporo oliwy do ognia, który podgrzał konflikt między Gruzinami i Osetyjczykami. Przykładem może być choćby, nadawanie rosyjskiego obywatelstwa bardzo lekką ręką, mieszkańcom Osetii Południowej. Trudno byłoby mi uwierzyć też w to, że Rosja nie wspierała militarnie separatystów, którzy podobno w ostatnim czasie ostrzeliwali obiekty w Gruzji. Oczywiście nie można pominąć kwestii ropy. Przez teren Abchazji, drugiej separatystycznej republiki, przechodzi rurociąg Baku-Tbilisi-Ceyhan z Azerbejdżanu. Jest on konkurencją dla Gazpromu i jedynym alternatywnym rurociągiem dla Europy. Przesyła 1% światowej ropy. Przechwycenie tej nitki przywróciłoby monopol Gazpromu w Europie. Zresztą gdy Azerbejdżan ogłosił, że ma dużo więcej ropy niż się spodziewał i może zwiększyć przesył, Gazprom chciał od razu wykupić cały zapas surowca. Bardziej prozachodni Azerbejdżan wtedy odrzucił propozycję. Teraz kwitnącemu dzięki petrodolarom Baku, Rosjanie dali do zrozumienia, żeby następnym razem dobrze się zastanowił podejmując decyzję leżące w interesie Rosji.
Inną dużo smutniejszą stroną medalu jest to, że w momencie wybuchu wojny do Rosji uciekło 30 tys. ludzi z Osetii. To prawdziwa katastrofa humanitarna. Cała Osetia liczy 70 tys. Skoro to Rosja zaatakowała niepodległe państwo to dlaczego ludzie zamiast uciekać w głąb Gruzji, uciekli do Rosji? Odpowiedź jest pewnie prosta: musieli bardzo bać się tego co może przynieść gruzińskie podporządkowywanie. Pamiętają dobrze poprzednią wojnę: tysiące ofiar i ogromne zniszczenia wiosek i Cchinwali z 1991 roku. Tamta wojna skończyła się dzięki Rosjanom, którzy zmusili Gruzję do zawieszenia broni i rozpoczęcia rozmów. Oby i tym razem obie strony usiadły za stołem do wspólnych rozmów.
Nie miałem dostępu do Polskich mediów, oprócz kilku artykułów, ale mogę się założyć, że obraz w nich nakreślony jest mniej lub bardziej krytyczny dla Rosjan. Wywnioskowałem tak, po zobaczeniu jednego z tytułów: "Rosja zaatakowała Gruzję". Przyznam się, że byłem nieco zaskoczony, wiedziałem, o wielu punktach zapalnych na linii Moskwa- Tbilisi, ale nie spodziewałbym się zbrojnego ataku Rosji. Dopiero kolejne relacje rozwiały niektóre z wątpliwości i po głębszym zastanowieniu uświadomiłem sobie, że konflikt nie jest wcale czarno-biały.
Rosja zgodnie z porozumieniem, kończącym regularne walki między Gruzją i Osetią zawartym między Borysem Jelcynem i Edwardem Szewarnadze, miała pomóc w utrzymaniu pokoju. Na terenie Osetii stacjonować miały trzy oddziały sił pokojowych, po jednym z Gruzji, Rosji i Osetii.
Pierwsze co mnie nieco zdziwiło, to sposób w jaki Prezydent Gruzji Saakaszwili zabrał się do podporządkowywania sobie separatystów. Mianowicie wjechał do Osetii i zaczął ostrzeliwać stolicę tej republiki w wyniku czego na starcie zginęło 400 cywili i 15 żołnierzy sił pokojowych. Rosja według zawartej umowy miała być jedną z sił pokojowych, utrzymujących stabilizację między Gruzją a Osetią. Jeżeli wybuchł konflikt między nimi, wydawać się może normalnym, że zwiększyli zaangażowanie wojsk, aby przeciwdziałać rozpoczęciu istnej wojny domowej. Jedyne "ale", to czy czasami nie przesadzili z tym zaangażowaniem.
Zastanawiać się nad tym wszystkim zacząłem dopiero po obejrzeniu wywiadu, którego udzielił Prezydent Gruzji w CNN, z samego rana po wjeździe Rosjan. Za nic nie przekonał mnie, że Gruzja została padła ofiarą, a wypowiedzi typu: "kochamy Amerykę, kochamy wolność", "to już nie jest kwestia Gruzji, to jest kwestia Ameryki", "zawsze myślałem, że Ameryka wspiera małe kraje walczące o wolność" jeszcze bardziej wydały mi się podejrzane. Oczywiście nie było dla mnie tajemnicą, że USA wspiera Gruzję, zresztą wielu oskarża Saakaszwilego o to że wybory, w których został wybrany były sfałszowane z pomocą Ameryki. Gruzińscy oficerowie jeżdżą na szkolenia w USA, na miejscu jest około setki wysłanników USA, którzy szkolą armię. A co najciekawsze, Gruzja jest drugim państwem na świecie wydającym najwięcej na zbrojenia, zaraz po totalitarnej Korei Północnej, imponujące 16% PKB. Cyniczną przy jego wywiadzie jest determinacja z jaką ostrzeliwał Cchinwali i walczył z separatystami a potem z Rosjanami na terenie Osetii.
Oczywiście nie będę zwalał całej winy na Gruzję i oczyszczał Rosjan, oni na pewno dolali sporo oliwy do ognia, który podgrzał konflikt między Gruzinami i Osetyjczykami. Przykładem może być choćby, nadawanie rosyjskiego obywatelstwa bardzo lekką ręką, mieszkańcom Osetii Południowej. Trudno byłoby mi uwierzyć też w to, że Rosja nie wspierała militarnie separatystów, którzy podobno w ostatnim czasie ostrzeliwali obiekty w Gruzji. Oczywiście nie można pominąć kwestii ropy. Przez teren Abchazji, drugiej separatystycznej republiki, przechodzi rurociąg Baku-Tbilisi-Ceyhan z Azerbejdżanu. Jest on konkurencją dla Gazpromu i jedynym alternatywnym rurociągiem dla Europy. Przesyła 1% światowej ropy. Przechwycenie tej nitki przywróciłoby monopol Gazpromu w Europie. Zresztą gdy Azerbejdżan ogłosił, że ma dużo więcej ropy niż się spodziewał i może zwiększyć przesył, Gazprom chciał od razu wykupić cały zapas surowca. Bardziej prozachodni Azerbejdżan wtedy odrzucił propozycję. Teraz kwitnącemu dzięki petrodolarom Baku, Rosjanie dali do zrozumienia, żeby następnym razem dobrze się zastanowił podejmując decyzję leżące w interesie Rosji.
Inną dużo smutniejszą stroną medalu jest to, że w momencie wybuchu wojny do Rosji uciekło 30 tys. ludzi z Osetii. To prawdziwa katastrofa humanitarna. Cała Osetia liczy 70 tys. Skoro to Rosja zaatakowała niepodległe państwo to dlaczego ludzie zamiast uciekać w głąb Gruzji, uciekli do Rosji? Odpowiedź jest pewnie prosta: musieli bardzo bać się tego co może przynieść gruzińskie podporządkowywanie. Pamiętają dobrze poprzednią wojnę: tysiące ofiar i ogromne zniszczenia wiosek i Cchinwali z 1991 roku. Tamta wojna skończyła się dzięki Rosjanom, którzy zmusili Gruzję do zawieszenia broni i rozpoczęcia rozmów. Oby i tym razem obie strony usiadły za stołem do wspólnych rozmów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz