Wakacje to czas podróży, Rosjanie też podróżują, odkąd upadła żelazna kurtyna rosyjskich turystów coraz częściej można spotkać na plażach całego świata. Ostatnio czytałem o całkiem innej podróży.
Na Biegun Północny, było wiele ekspedycji, ale ostatnia wywołała ogromne poruszenie na świecie. Zrodziła też pytanie do kogo należy Arktyka i ropa, która staje się coraz bardziej dostępna pod topniejącym lodem.
2 sierpnia 2007 roku dwa 8 metrowe statki podwodne, Mir-1 i Mir-2, zanurzyły się przez dziurę w lodzie na Biegunie Północny. Arktyka traci 10% swojego lodu każdej dekady od 1953 roku. Latem tego roku w środku sezonu topnienia, warstwa lodu miała 1,5 metra grubości, dlatego dziurę trzeba było wykonać jądrowym lodołamaczem Rossija. Okręty zanurzyły się na głębokość prawie 5 km pod powierzchnię.
Na ich pokładzie za sterem siedział Anatoly Sagalevich, dyrektor Instytutu Oceanologii w Rosyjskiej Akademii Nauk. Statki spędziły pod wodą 8,5 godziny i 90 minut na dnie. Używając automatycznych rąk zainstalowanych na statkach Sagalevich pobrał geologiczne próbki i wbił w dno rosyjską flagę zrobioną z tytanu. Ciśnienie na tej głębokości zmiażdżyłoby go do wielkości myszy.
Po skończonej misji dwa statki zaczęły się wynurzać na powierzchnię, ale to był najbardziej złożony etap podróży. Trzeba było znaleźć, która nie dość, że była już w 70% zamarznięta, to w dodatku odpłynęła już na jakieś 2 km, gdyż pokrywa lodu przesuwa się cały czas w tempie 10 km dziennie. Sagalevich musiał obliczyć nie tylko prędkość lodu, ale także wpływ podwodnych prądów, kiedy kierował wynurzającym się statkiem.
Na pokładzie znajdowało się, też kilka osobowości, polarny naukowiec i członek Dumy Artur Chilingarov, oligarcha Vladimir Gruzdev (wyceniany na 820mln $), członek Dumy zresztą, ale on zapłacił za uczestnictwo. Byli także inni płacący uczestnicy: szwedzki biznesmen Frederik Paulsen, szejk Ibrahim Sharaf z Emiratów Arabskich i australijski podróżnik Mike McDowell, który zapłacił 3 mln $ za uczestnictwo. Na łodziach były loga sponsorów, ale cala wyprawę wspierał Kreml.
Arktycznym podróżnikom zgotowano powitanie jakiego Moskwa nie pamiętała od czasów podróży Gagarina w przestrzeń kosmiczna. Przyjecie było nieco zimniejsze w innych częściach świata, zwłaszcza w krajach które maja linie brzegową z Arktyka: USA, Kanada, Norwegia i Dania. Minister spraw zagranicznych Kanady protestował mówiąc, ze to nie jest 15 wiek, nie można jeździć po świecie i wbijać flagi.
Artur Chilingarov, który uczestniczył w wyprawie powiedział: "Nie rozumiem całego tego hałasu w międzynarodowym środowisku. Jeżeli ktoś chce wbić tam flagę, to jest mile widziany. Tam jest dużo miejsca."
No cóż Rosjanie nigdy nie grzeszyli skromnością.
Na Biegun Północny, było wiele ekspedycji, ale ostatnia wywołała ogromne poruszenie na świecie. Zrodziła też pytanie do kogo należy Arktyka i ropa, która staje się coraz bardziej dostępna pod topniejącym lodem.
2 sierpnia 2007 roku dwa 8 metrowe statki podwodne, Mir-1 i Mir-2, zanurzyły się przez dziurę w lodzie na Biegunie Północny. Arktyka traci 10% swojego lodu każdej dekady od 1953 roku. Latem tego roku w środku sezonu topnienia, warstwa lodu miała 1,5 metra grubości, dlatego dziurę trzeba było wykonać jądrowym lodołamaczem Rossija. Okręty zanurzyły się na głębokość prawie 5 km pod powierzchnię.
Na ich pokładzie za sterem siedział Anatoly Sagalevich, dyrektor Instytutu Oceanologii w Rosyjskiej Akademii Nauk. Statki spędziły pod wodą 8,5 godziny i 90 minut na dnie. Używając automatycznych rąk zainstalowanych na statkach Sagalevich pobrał geologiczne próbki i wbił w dno rosyjską flagę zrobioną z tytanu. Ciśnienie na tej głębokości zmiażdżyłoby go do wielkości myszy.
Po skończonej misji dwa statki zaczęły się wynurzać na powierzchnię, ale to był najbardziej złożony etap podróży. Trzeba było znaleźć, która nie dość, że była już w 70% zamarznięta, to w dodatku odpłynęła już na jakieś 2 km, gdyż pokrywa lodu przesuwa się cały czas w tempie 10 km dziennie. Sagalevich musiał obliczyć nie tylko prędkość lodu, ale także wpływ podwodnych prądów, kiedy kierował wynurzającym się statkiem.
Na pokładzie znajdowało się, też kilka osobowości, polarny naukowiec i członek Dumy Artur Chilingarov, oligarcha Vladimir Gruzdev (wyceniany na 820mln $), członek Dumy zresztą, ale on zapłacił za uczestnictwo. Byli także inni płacący uczestnicy: szwedzki biznesmen Frederik Paulsen, szejk Ibrahim Sharaf z Emiratów Arabskich i australijski podróżnik Mike McDowell, który zapłacił 3 mln $ za uczestnictwo. Na łodziach były loga sponsorów, ale cala wyprawę wspierał Kreml.
Arktycznym podróżnikom zgotowano powitanie jakiego Moskwa nie pamiętała od czasów podróży Gagarina w przestrzeń kosmiczna. Przyjecie było nieco zimniejsze w innych częściach świata, zwłaszcza w krajach które maja linie brzegową z Arktyka: USA, Kanada, Norwegia i Dania. Minister spraw zagranicznych Kanady protestował mówiąc, ze to nie jest 15 wiek, nie można jeździć po świecie i wbijać flagi.
Artur Chilingarov, który uczestniczył w wyprawie powiedział: "Nie rozumiem całego tego hałasu w międzynarodowym środowisku. Jeżeli ktoś chce wbić tam flagę, to jest mile widziany. Tam jest dużo miejsca."
No cóż Rosjanie nigdy nie grzeszyli skromnością.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz